Jednym z naprawdę potężnych filarów prawdziwie bliskich relacji jest umiejętność urealniania swojego życia. Tak często bowiem uciekamy w wyobrażenia, w zniekształcenia i wyparcia, że co jakiś czas potrzebny nam solidny detoks od fikcji. Potrzebny, żeby żyć spokojnie, bezpiecznie i z innymi, bo prawdziwy, bliski kontakt z ludźmi możliwy jest tylko w szczerości i w prawdzie ze sobą.
Być naprawdę blisko, to znaczy doświadczać, dotykać, być w kontakcie z tym, co jest, jak jest, bez ubarwień. Wszystko co wymyślone, sztuczne, nieprawdziwe, buduje między nami nieporozumienia. Zaczynamy żyć wtedy w klatkach własnych przekonań i ograniczeń. A to zamyka nas na bliski kontakt z drugą osobą. Nie możemy bowiem swobodnie poruszać się w świecie, kiedy niektóre jego fragmenty są przez nas zamazywane, nie widziane, odrzucane.
Ale zacznijmy od początku
Urealnienie oznacza dla mnie oddzielenie prawdy od fikcji. Czyli zobaczenie, co jest faktem, a co tylko wyobrażeniem, interpretacją, przyzwyczajeniem. A jeśli tak, to urealnianiem jest również świadome uznanie swoich emocji, bo one też są faktem, po prostu są, nawet jeśli wielu ludzi twierdzi inaczej.
Kiedy z entuzjazmem i wygórowanymi oczekiwaniami aplikujesz do nowej pracy, to urealnieniem będzie przyznanie się przed sobą z pokorą, jakie masz zawodowe kompetencje i osobiste predyspozycje, żeby się nią zająć (część z nas lubi sobie pochlebiać w tym obszarze, druga część znacznie sobie ujmuje).
Kiedy w wieku 40 lat nadal mieszkasz z rodzicami, wmawiając sobie, że jesteś niezależną osobą i potrafisz zbudować bliską relację, tylko na razie nie trafiłaś na nikogo ciekawego, to urealnieniem będzie przyznanie się przed sobą, że boisz się budować swoje oddzielne życie, że z rodzicami jest Ci wygodnie, że rodzinny układ, w którym żyjesz tylko Cię usypia i odbiera sprawstwo.
Kiedy Twój wewnętrzny krytyk codziennie Cię zawstydza i zastrasza, krytykując wszystko, co robisz, a Ty od lat w to wierzysz, choć jesteś przecież dojrzałą, sprawczą kobietą, to urealnieniem będzie dostrzeżenie, że to zniekształcone słowa krytyka, a nie realne fakty, które z łatwością możesz wypisać na kartce. Jeśli jednak fakty zgadzają się ze słowami krytyka, to urealnieniem będzie uznanie, że taka jesteś, bez robienia z siebie ofiary. Przyznanie przed sobą prawdy.
Kiedy robisz z siebie ofiarę, żaląc się wszystkim wkoło, że masz ciężkie życie – mąż nie taki, dzieci niegrzeczne, brak czasu dla siebie. To urealnieniem będzie przyznanie przed sobą, że to Ty wybrałaś sobie takiego człowieka, że to Twoje zachowania wpływają na dzieci i że to Ty wybierasz, na co poświęcasz swój czas.
Kiedy wmawiasz sobie, że jesteś za słaba, za delikatna, za wrażliwa, lękowa, żeby odważyć się na zrealizowanie swoich marzeń, urealnieniem będzie przyznanie przed sobą, że stosujesz wymówki, żeby nie działać, a raczej, żeby się nie zmęczyć, czy nie poharatać emocjonalnie, zamiast sprawdzić przez doświadczenia, jak to naprawdę z Tobą jest.
Kiedy mężczyzna, z którym randkujesz długo nie odpisuje na Twoje wiadomości, rzadko ma czas na spotkanie i tylko raz na jakiś czas wykazuje zainteresowanie Twoją osobą, a Ty nieustająco usprawiedliwiasz go i idealizujesz, wspominając kilka miłych słów, które od niego usłyszałaś na początku znajomości, to urealnieniem będzie przyznanie przed sobą, że on nie jest Tobą zainteresowany i że tracisz czas na kogoś, kto będzie Cię jedynie krzywdził. Zdrowy, bezpieczny kontakt z drugą osobą tak nie wygląda.
Co zrobisz potem z tą wiedzą, to już inna sprawa. Na początku najważniejsze jest uznanie prawdy.
Kilka charakterystycznych cech
Słowo „urealniać” oznacza nadawać czemuś realny kształt, bez zniekształceń, bez umniejszania czy idealizacji, bez zasłaniania różową chmurką, ale też bez nadawania niepotrzebnych interpretacji. Prawdziwe urealnienie, to widzenie świata nie poprzez ogólny rys, czy wybrane szczegóły, ale poprzez dostrzeganie wszystkich dostępnych niuansów. Urealniać to zatem precyzować, nadawać konkretne znaczenie. Ale też widzieć złożoność sytuacji, np. można kogoś lubić, ale nie chcieć być z tą osobą tak blisko, jak wcześniej.
Logikę urealniania wyraźnie oddają słowa, jakimi się ze sobą komunikujemy. Wystarczy, że mówimy ogólnikami: „Jest mi bardzo źle”. „Mężczyźni są straszni”. „To spotkanie było do niczego”. Wtedy budujemy fikcję. Kiedy jednak dopytamy (same siebie) o szczegóły, konkrety, odczucia, wyłoni się zupełnie inna perspektywa – pełen obraz. Realny. „Jest mi bardzo źle, kiedy spędzam cały weekend sama w domu”. „Mężczyźni, którzy stosują gaslighting są straszni”. „To spotkanie było do niczego, bo znów nikt mnie nie zapytał o zdanie”.
Urealniać, to uznawać, że życie nie jest bajką, ani nieustającym dramatem, ale ciągiem zdarzeń miłych i trudnych, sinusoidą, w której cierpienie przeplata się z radością. Zobaczyć to i uznać i już się więcej z tym nie boksować, nie zrzucać za to winy na innych, nie popadać w rozpacz, ale też nie winić siebie. Po prostu uznać. Urealnić, że jest właśnie tak i inaczej nie będzie. Złudzeniem jest fantazjowanie o lepszym życiu gdzieś, kiedyś. Jedyne życie, które mamy, to to tu i teraz. A jeśli na coś mamy wpływ, to możemy z tego skorzystać.
Urealniać, to brać odpowiedzialność za swoje myśli, odczucia i zachowania. Nie udawać, że „one same się dzieją”, że „tak już mam”, że „nic się nie da zmienić”.
Dlaczego wolimy żyć w fikcji
Ucieczka w fikcję zaczęła się u każdej z nas dawno temu, kiedy jako dzieci nie wiedziałyśmy, jak inaczej radzić sobie z trudnymi, przytłaczającymi emocjami.
Kiedy trudno było nam zrozumieć i uznać, że nasi rodzice nas ranią, obarczyłyśmy winą same siebie. I prawdopodobnie do dziś robimy to w bliskich relacjach (to jedno z najbardziej podstępnych zniekształceń rzeczywistości).
Kiedy nasi opiekunowie kochali nas tylko wtedy, gdy spełniałyśmy ich oczekiwania, musiałyśmy zacząć ukrywać niepożądane cechy i zachowania i rozwijać te nagradzane (tak powstało w nas fałszywe Ja, wymyślone, niezgodne z naszą prawdziwą naturą). Właśnie z tego powodu do dziś mamy problem z rozpoznaniem swoich odczuć i opinii.
Kiedy odczucie opuszczenia, odrzucenia, jakie fundowali nam rodzice było nie do zniesienia, zaczęłyśmy uciekać w świat fikcji – czytanie wymyślonych, bajkowych historii, wyobrażenia o lepszym życiu, zajadanie się słodyczami, chowanie się w sobie, odcinanie się od emocji.
Dziś nie lubimy patrzeć na fakty i ich prawdziwe znaczenie z wielu przyczyn. Sądzę jednak, że wszystkie one sprowadzają się do jednego. Jeśli już raz zobaczymy, jak jest naprawdę, będziemy musiały coś z tym zrobić. A właśnie tego boimy się najbardziej – tego ruchu, zmiany, niewiadomej, trudu, niewygody i cierpienia.
Słuchając od lat moich pacjentów, widzę jak bardzo coś w nich broni się uporczywie przed prawdą głównie po to, żeby nie bolało.
Żeby nie bolało, kiedy okaże się, że bliska nam osoba, z którą łączą nas lata przyjaźni, nie jest jednak tym, za kogo ją brałyśmy (urealnienie wywoła poczucie straty, rozczarowanie, smutek, opuszczenie, zawiedzenie, poczucie bycia wykorzystanym).
Żeby nie bolało, gdy przyznamy, że praca, którą wykonujemy od lat, nie jest dla nas, albo my nie dla niej (urealnienie wywoła poczucie wstydu, poczucie straconego czasu, lęk, bezradność, poczucie pustki).
Żeby nie bolało, kiedy wyidealizowany obraz nas samych, okaże się fikcją, a nic poza tym nie mamy (urealnienie wywoła przerażenie, zawstydzenie, poczucie pustki, bezradność).
Tymczasem właśnie nauczenie się swobody w odczuwaniu całej palety emocji, pozwala nam w pełni być w relacji ze sobą i z innymi ludźmi.
Fikcja na wiele sposobów
Jak to właściwie robimy, że nie widzimy rzeczywistości? Każda z nas ma na to swój sposób. Ignorujemy fakty mniej lub bardziej świadomie, udając, że ich nie widzimy, nie reflektując na ich temat, odrzucając wszystko, co nie pasuje do naszego obrazu siebie i świata. Ignorujemy własne uczucia, zagłuszając je używkami i kompulsjami (alkohol, zakupy, seriale, sprzątanie). Uciekamy od niewygodnych rozmów, od ludzi, którzy myślą inaczej niż my, od trudnych dla nas sytuacji.
Zachowujemy się jak dzieci, udając, że to nie na nas spoczywa odpowiedzialność, więc mamy prawo odwrócić głowę, udajemy, że nie widzimy i nie słyszymy. Słuchamy tylko pochlebnych opinii.
Z moich gabinetowych doświadczeń wynika, że jakąś częścią siebie każdy z nas doskonale czuje, że zniekształca rzeczywistość, więc nawet nie jest nam potrzebne szczególnie ostre lustro (drugi człowiek czy grupa), ale to właśnie inni ludzie sprawiają, że mamy odwagę, motywację i siłę, żeby świadomie zobaczyć, jak to z nami jest bez zniekształceń. To właśnie obecność drugiego życzliwego człowieka pomaga nam odważyć się poczuć, to co trudne i zrobić pierwszy krok. A potem drugi.
Odrealnienie nie pozwala nam być razem
Myślę, że najtrudniej urealniać nam naszych rodziców, których albo idealizujemy, albo dewaluujemy i bezwzględnie krytykujemy. Tak jakby byli jednowymiarowi, czarni albo biali. A prawda jest taka, że są jednocześnie tacy i tacy (oprócz poważnie zaburzonych narcyzów i psychopatów, rzecz jasna). Urealnianie to nie tylko zrzucanie niektórych z (naszych własnych) piedestałów i zaprzestanie idealizacji, ale również przywrócenie szacunku tym, których uważałyśmy za niedobrych, głupich, byle jakich, złych.
Również my same jesteśmy zniuansowane i czy nam się to podoba, czy nie, każda z nas ma ciemną stronę. Uświadomienie sobie tego, pozwala nam coś z tym robić. Oczywiście, jeśli tylko chcemy coś zrobić.
Szczególnie ważne wydaje mi się nieukrywanie prawdy w przyjaźni, a to oznacza zaufanie swoim emocjom. One najtrafniej oddają to, co właśnie dzieje się między nami.
Kiedy czujesz, że bliska Ci osoba kpi z Ciebie, nie ukrywaj tego, co czujesz. Spytaj, o co chodzi. Kiedy dociera do Ciebie, że Twoja przyjaciółka coraz częściej nie ma dla Ciebie czasu, nie udawaj, że Cię to nie boli. Pytaj, co się dzieje.
Wiem, że urealnianie w bliskich relacjach jest obarczone dużym ryzykiem. Szczerość może doprowadzić do rozstania, a tego boimy się najbardziej. Częściej jednak bywa niezwykłym spoiwem, bo nazwana i przegadana prowadzi do większego zrozumienia i zaangażowania w relację.
Urealnianie pomaga szczególnie wtedy, gdy jedna strona widzi w drugiej kogoś, do kogo ta druga się nie przyznaje (na pewno zdarzyło Ci się widzieć kogoś agresywnego, kto widział w sobie spokojnego człowieka, a może kogoś przeciętnego, kto chełpił się swoją wyjątkowością). Życie z takim człowiekiem jest podwójnie trudne, nieustająco wymaga pracy nad wewnętrznym dysonansem poznawczym (on mówi jedno, ja widzę co innego), a jednocześnie nie pozwala być naprawdę blisko. Kiedy przestaniesz się bać powiedzieć wprost, co czujesz, możesz zobaczyć, że możliwa jest zmiana w drugim człowieku. Potrzebne mu jedynie Twoje lustro i wsparcie.
Proste ćwiczenie na urealnianie
Jeśli wykonasz to ćwiczenie w szczerości wobec siebie, to przyniesie Ci ono dużo ulgi. Spróbuj dokończyć zdanie, tak żeby było o Tobie, o Tobie sobie, o jakiej nie lubisz myśleć (możesz skorzystać z moich przykładów, ale zachęcam Cię do znalezienia swojego zdania).
Jestem taka, że…
… wiecznie się czegoś boję i wstydzę
… nie potrafię być empatyczna
… czasami krzyczę na najbliższych
… stale wydaję za dużo pieniędzy, nie potrafię oszczędzać
… udaję przed innymi bardziej zaradną/mądrą/towarzyską niż jestem
Taka jestem.
A teraz pobądź z tym zdaniem, z tą prawdą. Poczuj ją w sobie.
Pułapki odrealnienia
Gdybym miała Cię uwrażliwić na odrealnienia w relacjach, to zachęciłabym Cię do pamiętania o kilku ważnych kwestiach:
- Nie wszystko, co słyszysz, jest prawdą. Ludzie lubią mówić, ale dopóki ich słowa nie znajdą potwierdzenia w działaniu, nie ufaj im. Sprawdzaj. Szczególnie weryfikuj „prawdę” krzykaczy, pewnych siebie ludzi, którzy „wiedzą, jak jest” i oświecą Cię, nawet jak ich o to nie poprosisz. Szczególnie uważaj na narcyzów, którzy zalewają miłością, czarując słowem, obiecując i mamiąc. Pamiętaj, to tylko słowa. Sprawdzaj, jaka jest Twoja prawda, co Ty widzisz, co czujesz na dany temat.
- Nie wszystko, co widzisz jest takie, jak widzisz. Ludzie dużo ukrywają, czasami świadomie, czasami nie. Dopiero realny dłuższy kontakt z nimi, pokazuje prawdę. Uważaj na swój mechanizm idealizacji. Naprawdę łatwo nie dopuszczać do głosu zachowań, które nie pasują nam do obrazu wyidealizowanego partnera. Dodatkowo każda z nas zniekształca rzeczywistość nadając faktom własne interpretacje. Sprawdzaj zatem co jakiś czas, czy to co widzisz, to prawda, czy Twoje zniekształcenie, które karmi się niezweryfikowanymi przekonaniami, mitami i stereotypami. Może pomijasz szczegóły lub przeciwnie nadmiernie analizujesz.
- Wszystko, co czujesz, jest realne. Nie daj sobie wmówić, że jest inaczej. Pamiętaj jednak, że część Twoich odczuć (zwłaszcza tych nadmiarowych lub nieadekwatnych do sytuacji) ma swoje źródło w przeszłości, a nie w tu i teraz, w związku z tym zastanów się dobrze, co chcesz z nimi zrobić.
- Nie wszystko, co myślisz, jest prawdą. Jeśli znasz swojego krytyka wewnętrznego, to już wiesz, że on nagminnie zniekształca rzeczywistość. Straszy Cię, krytykuje, podważa, umniejsza, robi z Ciebie ofiarę. Naucz się oddzielać jego głos od swojego.
Kiedy zaczniesz nazywać rzeczywistość po imieniu, poczujesz, że możesz coś z nią zrobić. I nie jest tak, że jeśli szczerze przed sobą przyznasz, że w Twojej bliskiej relacji od dawna coś jest nie tak, to będziesz musiała ją natychmiast zakończyć. Wręcz przeciwnie to moment, żebyś przyjrzała się sobie, a potem otwarcie o tym porozmawiała, skupić się na budowaniu bliskości, a nie na odcięciu.
Ciekawa jestem, jak to jest z urealnianiem u Ciebie?
Zostawiam tu kilka pytań, które pozwolą Ci się rozejrzeć w tym temacie. Choć oczywiście zrozumiem, jeśli to być może dla Ciebie nie jest dobry moment na urealnienia.
Pytania do siebie:
- W jakich sytuacjach ignoruję to, co czuję? Po co to robię? A gdybym nie ignorowała, to co by się stało?
- Jakiej części siebie nie widzę – a przez to nie akceptuję, a nawet zwalczam? (tej słabej z lękiem i wstydem, czy tej która chciałaby odpocząć, a może tej, która od lat woła do Ciebie: stwórzmy coś, pokażmy się światu, a Ty się stale opierasz) A gdybym tę część zaakceptowała w sobie, to co bym poczuła?
- Czego nie chcę zobaczyć w mojej bliskiej relacji (z partnerem, przyjaciółką, z rodziną)? A gdybym zobaczyła, jak jest naprawdę, to co chciałabym zrobić?
- Do jakich wstydliwych wspomnień nie chcę wracać? A gdybym wróciła, to co bym zrobiła ze swoim wstydem?
- Z jakimi treściami, ludźmi się nie zgadzam, a nie daję swojego głosu? A gdybym powiedziała, co o tym myślę, to gdzie bym się znalazła?
Gdybyś chciała się ze mną podzielić swoimi refleksjami i doświadczeniami, związanymi z urealnianiem swojego życia lub uciekaniem w fikcję, to odpisz proszę na tego maila. Chętnie posłucham, jak to jest u Ciebie. Z życzliwością i bez oceniania.
Iza Łukasiuk

