Jak wyjść z samotności w dorosłym życiu?

Czujesz się samotna? Wiem, jak to jest, bo przez większość życia byłam sama (choć nieustająco z kimś się przyjaźniłam) i czułam się osamotniona w tak wielu wymiarach, że dziś myślę, że to cud że przeżyłam i nie zwariowałam. Próbowałam wszystkiego (a może nie?), ale nie wszystko było w moim zasięgu. Wychodzenie z samotności zajęło mi sporą część życia, co dziś zupełnie mnie nie dziwi, zważywszy na rozległość traumy relacyjnej, jaką przeżyłam w swoim rodzinnym domu.

Od 10 lat, już jako certyfikowana psychoterapeutka humanistyczno-doświadczeniowa, pomagam innym zmierzyć się z tematem samotności. Korzystając z ogromnej wiedzy, jaką otrzymałam od najlepszych nauczycieli mojego zawodu w Polsce, czerpiąc z własnego doświadczenia życiowego oraz z tysiąca przeczytanych książek psychologicznych, pomagam ludziom budować zdrowe relacje tak, by już nigdy nie czuli się przerażająco samotni.

Jestem wprost pewna, że choć czytasz ten tekst, to próbowałaś już wielu rozwiązań, żeby znaleźć właściwego partnera lub poprawić relację, w której już jesteś, żeby zbudować trwałe i dobre przyjaźnie lub odbudować relacje z rodziną. Ale samotność wciąż Ci towarzyszy.

Piszę dziś do Ciebie, żebyś poczuła, że nie jesteś sama z tą przejmującą potrzebą bliskości, zrozumienia, wzajemności w relacji. W dobie rozpadu naturalnych więzi i wspólnot, samotność dotyka większości z nas kobiet. Ten stan jest piętnowany, wywołuje w nas wiele wstydu, a przecież nie jest wynikiem samolubnej chęci oddzielania się od innych, tylko efektem trudnych przeżyć relacyjnych w różnych okresach naszego życia.

Samotność
dorosłych kobiet

Kiedy myślę, o tym, jak bardzo jesteśmy od siebie oddalone, odcięte, zwyczajnie na siebie głuche i ślepe – my, dorosłe kobiety w latach 20. XXI wieku – to czuję zalewający mnie smutek, a z drugiej strony ogromne zdziwienie. Jak to się stało, że to co jeszcze niedawno było takie oczywiste – wzajemne kobiece wsparcie, wspólne spędzanie czasu, wspólne działania, teraz uleciało z naszego życia. Wydaje się, że jedynie matki małych dzieci i kobiety zanurzone w religię, potrafią tworzyć wspólnoty. No i jeszcze te z nas, które cierpią z powodu niedostatku lub chorób, szukają kontaktu z innymi.

A co z kobietami, które nie mają dzieci, nie są religijne, całkiem dobrze sobie radzą na rynku pracy, a jednak są samotne i potrzebują przynależeć? A co z kobietami, których życie wygląda na ułożone (mąż, dzieci), a jednak czują się samotne?

Nasza samotność bierze się z coraz bardziej oddzielnego, zindywidualizowanego życia, ale także, a może przede wszystkim z ran opuszczenia i odrzucenia. Jesteśmy samotne, bo tak bardzo boimy się do siebie zbliżyć, a tym samym wystawić na zranienie opuszczenia lub odrzucenia, że nie udaje się nam stworzyć prawdziwej bliskości, która jest jedynym antidotum na samotność.

Błędne koło wynika z tego, że dopiero w życzliwym otoczeniu innych ludzi możemy zagoić nasze rany, a jednocześnie z lęku nie pozwalamy sobie na bycie blisko z innymi, żeby te rany mogły się zabliźnić.

Wolimy latami trwać przy mężczyznach, którzy nie dają nam bliskości, niż odwrócić się do życzliwej siostry, matki, przyjaciółki i zaufać, że tam dostaniemy to za czym tęsknimy. Wzajemnie się opuszczamy, na rzecz męża, dzieci, wystawnego życia, po cichu wierząc, że to wszystko jednak zagłuszy naszą wewnętrzną samotność.

W przeważającej liczbie przypadków żyjemy dla innych, a nie dla siebie. Pomagamy, troszczymy się, wykonujemy dla innych prace fizyczne i emocjonalne. Zupełnie nie ma nas dla nas. To sprawia, że trudno nam sięgać po wartościową przyjaźń, trudno się zaangażować w relacje.

Utraciłyśmy wspólnoty rodzinne, bo okazało się, że za dużo tam bólu, niezabliźnionych ran, bliskości wymuszanej kosztem indywidualności.

Dawno już straciłyśmy przyjaźnie, które tak dobrze zapowiadały się w szkole lub na studiach, a nasze środowiska zawodowe wydają się nam zbyt krytyczne i wymagające, żebyśmy chciały w nich uczestniczyć z przyjemnością.

Pozostaje nam godzenie się na półśrodki – relacje, które nie spełniają większości naszych potrzeb.

Przychodzi jednak w końcu taki moment, gdy mamy już dość! Nie zgadzamy się na takie życie. Nie zgadzamy się dłużej na bezsensowną, wyniszczającą samotność, na trwanie w toksycznych relacjach, na opuszczanie siebie!

Wiele z nas nie wie jednak, jak stworzyć coś, czego nigdy nie widziało, czego w swoim życiu nigdy nie przeżyło. Jak stworzyć trwałe, stabilne, bliskie relacje, w których można się czuć widzianą, akceptowaną, w których każdy szanuje granice innych, w których można być w pełni sobą? Wiele z nas w ogóle nie wierzy, że można żyć w tak dobrych relacjach.

Kilka ważnych
kroków do bliskości

Ponieważ nasze poranione mamy i babcie nie były w stanie pokazać nam prawdziwej bliskości, musimy dziś same się dowiedzieć, jak ona wygląda.

Chciałabym Ci pokazać kilka ważnych kroków, które według mnie prowadzą do bliskości z innymi, ale też ze sobą samą. Sprawdziłam je w moim gabinecie psychoterapeutycznym, do którego od lat trafiają samotne kobiety w każdym wieku.

  • Pierwszy krok polega na zaciekawieniu się sobą.
  • Drugi krok związany jest z pracą nad relacyjną traumą, doświadczoną w dzieciństwie i odtwarzaną potem w bliskich relacjach.
  • Trzeci krok polega na zaciekawieniu się innymi.
  • Czwarty krok to zbudowanie swojej sprawczości relacyjnej i nauka zdrowej komunikacji z innymi.
  • Piąty krok to znalezienie sensu w życiu.
  • Szósty krok polega na zbudowaniu własnego stada przyjaznych kobiet i pełne zaangażowanie w relacje z nimi. Szukanie swojej dobrej rodziny.

Szczerze mówiąc, żaden z tych kroków nie doprowadzi Cię do głębokiej bliskości z ludźmi, jeśli nie zrobisz ich wszystkich, oczywiście w dowolnej kolejności krok po kroku, ale wszystkich, a nie tylko wybranych.

Czy wiesz,
kim jesteś?

Wszystko zaczyna się od Ciebie. Jeśli Ciebie nie ma, nie stworzysz dobrej relacji. Jeśli Cię teraz zapytam: „Jesteś tam?”, co mi odpowiesz? Zatrzymaj się chwilę i poczuj siebie. „Jesteś tam?”.

Jeśli jesteś, to wspaniale! Czuję, że wykonałaś już lwią część pracy. Jeśli jednak nie słyszysz siebie, to czas już zająć się tym tematem.

Może Cię nie być z wielu powodów:

  • Nie ma Cię, bo stale jesteś czymś zajęta
  • Nie ma Cię, bo jesteś tylko dla innych
  • Nie ma Cię, bo nie wiesz, kim jesteś
  • Nie ma Cię, bo uciekasz w używki, zakupy, wewnętrzne iluzje
  • Nie ma Cię, bo jesteś tylko wtedy, gdy z kimś jesteś
  • Nie ma Cię, bo jesteś, ale tylko taka, jaką chcą widzieć inni
  • Nie ma Cię, bo jesteś, choć chciałabyś nie być

Znalazłaś siebie, w którymś z tych opisów? Ja siebie znalazłam. Ta prawda boli. Ale nie ma nic lepszego niż stanąć twarzą w twarz z prawdą. Kiedy od niej NIE uciekasz, możesz wreszcie coś z nią zrobić. W przeciwnym razie na nic nie masz wpływu. A zapewniam Cię, że masz ogromny wpływ na swoje życie. Ogromny.

Żeby żyć i wchodzić w realny kontakt z innymi, potrzebujesz siebie znać, nazywać, nieustająco odkrywać, czuć siebie i swoje stabilne „nogi”.

Odpowiedź na pytanie „Kim jestem?” wymaga ogromnej uważności na siebie (nie na głosy z zewnątrz), realnego doświadczania świata (tylko sprawdzając siebie w realu poczujesz, co jest Twoje, a co nie), odczuwania emocji, nadawania znaczeń.

Jeśli chcesz naprawdę siebie poznać, potrzebujesz znaleźć dobrego towarzysza i dać sobie czas na długą podróż.

Możesz wreszcie siebie poczuć i zrozumieć, jeśli zaczniesz się zatrzymywać w codziennym życiu i szukać siebie w sobie. A potem już murem stać przy sobie/za sobą i przestać się opuszczać.

Lęk przed bliskością 

To nie przypadek, że czujesz się w życiu samotna. To efekt lęku przed bliskością wynikającego z tego, że bliskość zapisała się w Tobie, jako zagrożenie, a nie przyjemność. Jego obecność świadczy niezbicie o tym, że nie miałaś bezpiecznych więzi ze swoimi opiekunami w dzieciństwie (nawet, jeśli wydaje Ci się dziś inaczej).

Dzieci rodziców o bezpiecznym stylu przywiązania, którzy reagują adekwatnie do potrzeb swojego maleństwa, nie mają problemu w dorosłym życiu, żeby tworzyć spokojne, głębokie, trwałe relacje.

Nie wiem, czy już zetknęłaś się z określeniem dziecięcej traumy relacyjnej? Jeśli nie to wyjaśnię, że chodzi o zaniedbania w obszarze bliskości i bezpieczeństwa, jakich dokonali nasi opiekunowie, kiedy byłyśmy dziećmi. Dla jednych z nas było to powtarzające się opuszczenie (fizyczne, emocjonalne), dla innych przekraczanie granic (ingerowanie w naszą intymność, oddzielność, samodzielność), dla jeszcze innych stała krytyka naszych zachowań.

Trauma relacyjna rozciągnięta w czasie prowadzi do syndromu złożonego PTSD, czyli stresu pourazowego, podobnego do tego, jaki przeżywają osoby doświadczające wojny, wypadków samochodowych, czy kataklizmów. W tym przypadki trauma jest rozlana – trwa w czasie i dotyczy bezbronnego dziecka, które nie potrafi się bronić, prosić o pomoc, a tym bardziej opuścić krzywdzącego je środowiska.

Dziecko przeżywające takie okrutne doświadczenie, z którym nie potrafi sobie emocjonalnie poradzić, instynktownie szuka sposobu, żeby przetrwać. Do wyboru ma bardzo ograniczoną pulę zachowań: zamiera, ucieka, walczy lub zaczyna obłaskawiać.

Kiedy zajmiesz się na poważnie swoją traumą relacyjną, zobaczysz dokładnie, co Cię blokuje w budowaniu bliskich relacji. Do tej głębokiej pracy ze sobą potrzebny Ci będzie terapeuta lub grupa terapeutyczna. Już dziś mogę Ci polecić niezwykłą książkę na ten temat „Złożone PTSD” Pete’a Walkera.

Bez pomocy specjalistów możesz sobie jednak nie poradzić z tym, co Cię spotkało, a co teraz blokuje Twoją swobodę w relacjach.

Nie tylko Ty
jesteś w relacji

Jeśli do tej pory nie poznałaś smaku prawdziwie bliskiej relacji, to możesz nie zdawać sobie sprawy z tego, jak bardzo jesteś w relacjach skupiona na sobie, jak bardzo widzisz tylko swój ból i potrzeby, a jak bardzo nie dostrzegasz po drugiej stronie drugiego zranionego człowieka, któremu należy się szacunek, uważność i życzliwość.

Z drugiej jednak strony, możesz opacznie odczytywać ludzi, którzy Cię ranią, jako dobrych i wrażliwych. To wynik środowiska, w jakim się wychowałaś. Wiele dorosłych kobiet nie odczuwa jawnych dla innych przekroczeń, bo wychowały się w przemocowych domach, to dla nich norma. Wystarczy, że prześladowca okaże cień życzliwości, żeby wzięły to za dobrą monetę i nie stawiały granic tam, gdzie inne z nas dawno by je postawiły.

Umiejętność dostrzegania innych w całej ich pełni, bez idealizowania, bez umniejszania im, jest nie lada wyzwaniem. Żeby się tego nauczyć potrzebujesz dopuścić ludzi bliżej, otworzyć się na nich, wejść z nimi w relację i przekonać się, że nie są tak straszni, jak byli Twoi rodzice. Że możesz się nauczyć zdrowych reakcji na trudne sytuacje relacyjne, zobaczyć, że każdy jest wielowymiarowy. Nawet Twoi rodzice.

Do tego najlepsza jest praca w grupie. To bardzo szczególne doświadczenie, podczas którego możesz zobaczyć innych, jak pod lupą. A jednocześnie zobaczyć siebie i swoje automatyczne schematy bycia w relacji.

Umiejętności społeczne

Budowanie dobrej, trwałej, stabilnej relacji wymaga pracy, czasu i cierpliwości.

Choć każdy z nas ma inny sposób na tworzenie bliskości, to według mnie istnieje kilka warunków, które pomogą Ci ją osiągnąć.

Po pierwsze przyda Ci się wiedza, że każda bliska relacja ma swoje etapy – ich znajomość może Cię uchronić przed wypalenie i lękiem. Na początku szukamy podobieństw (to faza zakochania), po jakimś czasie dostrzegamy różnice (to faza konfliktów), z czasem budujemy zaangażowanie (to faza stabilizacji). Jeśli będziesz tego świadoma, nie przerazi Cię fakt, że pewnego dnia Twoja wspaniała na początku relacja zacznie przypominać pole bitwy. To będzie normalny etap jej rozwoju.

Po drugie musisz wiedzieć, że aby wyjść z samotności do relacji, potrzebujesz zbudować swoją sprawczość relacyjną, która polega na pokonaniu lęków i barier, które zatrzymują Cię przed nawiązaniem kontaktu. Do zastanowienia jest kilka ważnych kwestii: czy potrafisz sięgać po innych ludzi? Jak to robisz? Czy jesteś za bardzo przy innych, czy za bardzo przy sobie i swoich potrzebach? Czy eksperymentujesz, zmieniasz swoje zachowania? Czy pracujesz ze swoim lękiem społecznym i wstydem?

Po trzecie warto, żebyś się nauczyła zdrowej, spokojnej, otwartej komunikacji z innymi, co przede wszystkim polega na porzuceniu dziecięcego przekonania, że ktoś się domyśli, co się w Tobie dzieje, czego potrzebujesz. Prawda jest jednak taka, że nie dość, że nikt się tego nie domyśli, to jeszcze nałoży na Twoje milczenie swoją interpretację, co znacząco może zmienić porozumienie między Wami. Praktykuj zatem jasne komunikowanie swoich emocji, potrzeb i wymagań, zawsze z otwartością na odmowę.

Jeśli jeszcze nie znasz pojęcia rozmowy relacyjnej, zachęcam Cię do zgłębienia tego tematu i praktykowania rozmów relacyjnych w każdej bliskiej lub potencjalnie bliskiej relacji. Zachęcam Cię też do nieunikania konfliktów, ale świadomego uczenia się wyrażania swojej złości i przyjmowania złości drugiej strony.

Życie
z poczuciem sensu

Nie tylko małżeństwo i dzieci nadają życiu sens, choć kulturowy stereotyp tylko to nam podpowiada. Oczywiście niepodważalna jest ważna dla nas wszystkich potrzeba przynależności, ale można ją realizować na wiele sposobów. Warto zatem otworzyć się na coś więcej niż znalezienie odpowiedniego partnera, zwłaszcza w świecie, w którym kryzys męskości odebrał nam kobietom dobry wybór.

Sensem może być:

  • dawanie innym piękna
  • uczenie tego, co dla Ciebie jest już znane
  • angażowanie się w akcje charytatywne
  • rozwój własny, żeby uczynić lepszym świat wokół Ciebie
  • rozwijanie pasji i zainteresowań, dzięki którym możesz poznać innych podobnych do Ciebie.

Odnajdywanie sensu zaczyna się w naszym życiu od poczucia niewygody. Często przychodzi z wiekiem, jeszcze częściej pojawia się w kryzysowych momentach życia. Warto właśnie wtedy przystanąć przy tym temacie i dobrze go zgłębić.

Kiedy już znajdziesz swój sens, życie okaże się ciekawsze, bardziej pełne.

Pamiętaj, że spełnieni życiowo ludzie, to Ci, którzy mają poczucie, że zrobili w świecie coś nie tylko dla siebie.

Twoje własne stado

Ukształtowała nas rodzina, do której trafiliśmy poza naszą wolą. Jeśli była dobra, już na wejściu dostałaś dobre stado. Jeśli nie, możesz je sobie sama stworzyć.

Nie mam wątpliwości, że każda z nas potrzebuje do pełnego życia innych mądrych, empatycznych kobiet. Potrzebujemy dojrzałych kobiet, które tak jak kiedyś bywało w międzypokoleniowych rodzinach, nauczą nas, jak to być kobietą, jak żyć w świecie, jak budować zdrowe bliskie relacje. Potrzebujemy wokół siebie kobiet, które staną się naszą skałą, od której będziemy mogły się bezpiecznie odbić albo ukryć się w jej cieniu.

Kiedy myślę „własne stado”, mam na myśli ludzi, którzy mają podobne do Ciebie wartości, zainteresowania, być może temperament i sposób podejścia do budowania relacji. To grono, w towarzystwie którego będziesz się czuć na tyle bezpiecznie, żeby być sobą. Które będzie Cię wspierać, inspirować, dopingować, akceptować Twoje błędy i słabości.

Nawet jeśli dziś czujesz, że zupełnie niemożliwe jest stworzenie samodzielnie takiego swojego grona, zapewniam Cię, że jeśli skierujesz swoje kroki w tę stronę, pojawią się możliwości.

Niezbędni pomocnicy

Do przełamania schematu samotności potrzebni Ci będą ludzie profesjonalnie zajmujący się pomocą: dobry psychoterapeuta, może również dobry psychiatra (jeśli zmagasz się z depresją, lękami, dystymią) oraz grupa rozwojowa.

Życzliwym pomocnikiem może być też Twoja mama, siostra lub przyjaciółka, którą poprosisz o wspieranie Cię w procesie wychodzenia z samotności. Sednem jest znalezienie osoby, której możesz się zwierzyć z cierpienia, jakie przeżywasz.

Uwielbiam książki psychologiczne, Ty może lubisz podcasty na ten temat, nic jednak nie zastąpi w leczeniu naszej samotności obecności realnych ludzi. Dlatego najbardziej cenię sobie rozwój w grupie. Tylko z innymi możemy doświadczyć akceptacji i zrozumienia, zobaczyć, że nie jesteśmy same z naszymi problemami, wątpliwościami, możemy się zdrowo pokłócić i doświadczyć przedziwnego odkrycia, że dobrze rozwiązany konflikt zbliża. Możemy od ludzi dostać wsparcie i sami je innym dawać, możemy stać się dla kogoś inspiracją, możemy się komuś postawić, a tym samym wzmocnić siebie i swoje granice.

Odważ się sięgnąć po „pomocników”, to pierwszy krok wyjścia z samotności. To wsparcie przyda Ci się w momentach zwątpienia.

Proces dojrzewania

Dorosłe relacje potrzebują naszej wewnętrznej dorosłości. Kiedy przychodzą do mnie nowi pacjenci, często zadaję im niezbyt oczywiste pytanie, na ile lat się obecnie czują? Zazwyczaj wiek, który podają jest dużo młodszy od ich wieku metrykalnego.

Gdybym dziś zapytała o to samo Ciebie, co byś mi odpowiedziała? Może czujesz się, jak mała zagubiona dziewczynka, a może jak zbuntowana nastolatka, może jak „stara-malutka” lub jak zupełny bobas, który chce się tylko schować pod kołdrę?

Jeśli utknęłyśmy z rozwojem wewnętrznym na jakimś etapie naszego życia, potrzebujemy tam wrócić i przejść pozostałe etapy krok po kroku do obecnego wieku. Każdy etap bowiem ma swoje zadanie rozwojowe, mamy się w nim nauczyć konkretnych rzeczy.

Dorosłość to stan, w którym odrobiłyśmy zaległe lekcje i czujemy się adekwatnie do swojego wieku, pogodzone z nim, czerpiące z niego radość.

Dopiero w wewnętrznej dorosłości powstają naprawdę bliskie relacje. To nie oznacza jednak, że dopóki jesteśmy niedojrzałe emocjonalnie, to nie powinnyśmy wchodzić w jakiekolwiek relacje. Wręcz przeciwnie, możemy je zacząć tworzyć z tak samo jak my niedojrzałymi ludźmi i razem wzrastać, razem odkrywać, czym jest dorosła bliskość.

Jak żyć z samotnością

Kiedy jesteś już ze sobą pogodzona, spokojna i otoczona kochającymi ludźmi, zaczynasz dostrzegać, że samotność, to dar. To jednocześnie stan, który będzie Ci towarzyszył całe życie, oczywiście w różnych proporcjach. Kiedy nauczysz się być w samotności ze sobą, z pełną akceptacją tego stanu, to możesz z niego wynieść wiele dobrego.

Zbalansowana samotność otwiera nas na twórczość, pozwala bliżej przyjrzeć się sobie, zadać pytania na temat kondycji naszych relacji, sensu naszej pracy.

Nie ma bowiem prawdziwej bliskości bez miejsca na oddzielność, a ta zawsze uruchamia w nas szczyptę samotności.

Jaki będzie Twój pierwszy krok do bliskości?

Pokazałam Ci możliwą drogę od samotności do dobrych relacji. Od Ciebie zależy pierwszy krok. Wiem, że się boisz, być może wstydzisz, wiem, że nie ufasz ludziom i wolisz się trzymać na dystans. Nie ma jednak innej drogi do bliskości, niż żywy kontakt z drugim człowiekiem.

Nie zostawiaj ze swoją samotnością sama. Zachęcam Cię do udziału w moich warsztatach:

 

 

Do zobaczenia!

Iza Łukasiuk